Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
‹ powrót 

Imprezy


CREX  bielizna  termoaktywna STOOR i trudna UKRAINA !
CREX bielizna termoaktywna STOOR i trudna UKRAINA !

Wróciliśmy z udanego wypadu na Ukrainę. Spędziliśmy tam 8 dni w górskim terenie. Pokonaliśmy ponad 100 kilometrów z plecakami. Suma podejść około 5500m. Szliśmy wolno po to żeby przebywać z górami, cieszyć się nimi. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. W wypadzie wspomogli nasMilworld i STOOR Combat.Od pierwszych otrzymaliśmy filtr do wody oraz palnik. Dzięki drugiej firmie mogliśmy testować czapki i chusty. Na ten temat powstaną osobne opisy i recenzje jednak w tym miejscu też serdeczne dziękujemy. Był z nami też Szymon z Zahoryzont. Zapraszamy do przeczytania naszej relacji z wyprawy.

12 lipiec - Wyjazd

Dziś nadszedł ten dzień gdzie po wielu miesiącach przygotowań, doboru ekipy ruszamy w Ukraińskie Karpaty. Odjazd z dworca PKS Bydgoszcz autobusem do Ivano-Frankiwska o godzinie 10:00. Ustaliliśmy że spotykamy się o 9:30. Ekipa w komplecie. Sprawdzamy paszporty, bilety, ubezpieczenia. Oceniamy i porównujemy wagę plecaków. W tym momencie nie za bardzo można już coś zostawić, jedynie wyrzucić do śmietnika. Wszystko co mamy będzie z nami przez kolejne dni. Podjeżdża autobus, pakujemy bagaże do luku i zajmujemy miejsca na tyle. Mając doświadczenia z poprzedniego roku, upewniamy się że toaleta w autobusie jest nieczynna. Ruszamy ku przygodzie, jednak najpierw niemal doba podróży w autobusie. Poznań.. Wrocław.. Katowice.. Czas leci w innym tempie. Obliczamy o której na granicy. Kawałek przed Krakowem przy zjeździe z autostrady trzask, stukot. Jedziemy jeszcze kawałek ale wszyscy wiedzą już że mamy awarię. Zatrzymujemy się na parkingu i zastanawiamy się co będzie dalej. Ukraińscy kierowcy zabierają się do naprawy, ale trudno to przyjąć z optymizmem. Kręcimy się po parkingu, obserwujemy lądujące i startujące samoloty na pobliskim lotnisku. Stoimy tuż przy jego ogrodzeniu. Krzychu zajął miejsce blisko odkręcanego koła i siłą umysłu pomaga w naprawie. Dostajemy zapewnienie od jednego z kierowców "jutro budjesz w gorach, nie martw się". Czekamy i po kilkunastu minutach okazuje się że problemem są klocki hamulcowe, które sprawnie zostają wymienione na nowe z zapasu i ruszamy...

13 Lipiec - Ukraina

Pokonanie kontroli i małej kolejki to trochę ponad godzinę oczekiwania. Jesteśmy już na Ukrainie. Najpierw Lwów i dalej prosto do Ivano-Frankiwska. Na miejscu mamy umówionego zaprzyjaźnionego ukraińskiego przewoźnika Tarasa, który ma nas przewieźć jeszcze ponad 100 kilometrów w góry. Po drodze wysyłam smsa.."Taras.. 80 km Ivano-Frankivsk". Dostaję po chwili odpowiedź.. "ja budu 9:40". Przestawiamy zegarki na godzinę w przód i czekamy na koniec trasy autobusem. Oglądając widoki za oknem nawet nie wiadomo kiedy mija czas i kilometry. Dojechaliśmy. Wysiadamy i rozglądamy się czy jest już Taras. Mamy jeszcze trochę czasu jednak nasz kolega podjeżdża już busem. Więc wszystko idealnie się układa. Witamy się, rozmawiamy trochę po ukraińsku trochę po polsku. Z komunikacją nie ma większych problemów. Chcemy jak najszybciej w góry. Część ekipy wymienia jeszcze złotówki na hrywny i wyjeżdżamy do Jasinii. Tam ma się zacząć i również zakończyć nasza piesza wędrówka po górach. Po drodze uzgadniamy że Taras po wędrówce przyjedzie nas odebrać i przewiezie do Ivano... Zatrzymujemy się w okolicy Jaremcza w lokalnym mini browarze na degustację piwa. Docieramy do miejsca skąd dalej pójdziemy już na pieszo. Pożegnanie z Tarasem i wspólna fotka przed wyjściem. W planach mamy jeszcze coś zjeść i uzupełnić wodę zanim wejdziemy w góry. Rozglądamy się za miejscem gdzie można coś zjeść gdy podchodzi do nas ratownik górski. Pyta skąd jesteśmy i czy idziemy w góry. Prosi żeby pójść i zapisać się dokąd wychodzimy, w jakim składzie, kiedy wracamy. Wszystko w celu bezpieczeństwa. Ruszamy we dwóch z Miśkiem za ratownikiem do ich biura. Po drodze słyszymy o kilku ostatnich wypadkach w górach. W budynku ratownik pokazuje nam sprzęt górski jakim dysponują, witamy się z drugim z ratowników i próbujemy mówić gdzie idziemy. Petros.. Hoverla... Pip Ivan.. Luhy.. Rachiv.. Przerywa ratownik.. "to gdie wy idjetie?". Po kolei. Tak jak mówimy. Michał wyjmuje mapkę z naniesioną trasą przejścia. Ratownik patrzy marszczy czoło i mówi... "Sasza.. Patrzaj gdie Polaki idut..". Ogarnia ich trochę podziw a trochę niedowierzanie. Zapewniamy że jesteśmy przygotowani i damy radę. Dostajemy kilka porad odnośnie burzy, zostawiamy mapkę i załatwione. Po powrocie musimy się odmeldować, ale do tego czasu sporo dni w górach. Ustaliliśmy że zgłosimy się w piątek za tydzień. Dzisiaj jest czwartek. Dołączamy do reszty ekipy, wchodzimy na obiad i w trakcie jedzenia nadchodzi oberwanie chmury. Ulewa.. No nic.. Poczekamy... Pół godziny i wychodzi słońce. Ruszamy. Wydaje się że góry nas zapraszają. Szukamy wejścia na szlak, łapiemy wysokość. Mijamy ostatnie zamieszkałe domy. Wchodzimy na łąki gdzie pasą się krowy. Dzisiaj chcemy podejść tylko trochę, znaleźć miejsce na nocleg i odpocząć po podróży. 
... Pasterze w górach dzień zaczynają wcześnie. Tuż ze świtem wychodzą ze swoich kolib na połoninach i zajmują się, krowami, owcami, kozami. Pomagają im w tym psy. Tego dnia po całym dniu wypasu, zaganiając owce do zagrody jeden z nich zauważył w dole jakiś ruch. Pojawili się ludzie z plecakami. Powolnym krokiem zmierzają w wyższe fragmenty połoniny. Nie przerywa swoich zajęć. Takie sytuacje są wpisane w ich życie... 
Dochodzimy do najwyżej położonego skrawka połoniny Szosa. Tam widzimy że ktoś ma rozłożony namiot. W pobliżu szukamy miejsc pod nasze namioty. Rozkładamy się. Namiot niedaleko to Ukraińcy. Kolacja.. Mycie.. Odpieranie ataków ciekawskich kóz i owiec. Noc spokojna i względnie ciepła.

Całość relacji tutaj : 

https://web.facebook.com/crexat/posts/1918403638413954


[ data dodania : 28 Lip. 2017 / wizyt : 154 ]

‹ Imprezy

dodaj opinię

Imię (*)

Adres e-mail (*)

Ocena (*)
Komentarz